Posiadam bardzo dobry sklep, to dlaczego mam się nim nie pochwalić, dlaczego nie spróbować sił w uczciwej rywalizacji z podobnymi placówkami z innych części Polski? Nie ryzykuję nic, nic mnie to nie kosztuje,
a mogę tylko zyskać i wiele się nauczyć – z takiego słusznego założenia wychodzą detaliści z sieci Paleo, działającej w Małopolsce i na ziemi świętokrzyskiej. Leszek Popiołek (na zdjęciu), dyrektor handlowy Paleo, jest do tego stopnia przekonany o sile placówek, którymi zarządza, że zgłosił do konkursu Market Roku 2009 wszystkie pięć sklepów.

Odwiedziliśmy jeden z nich – w Wieliczce przy ul. Sienkiewicza. To jedna z tych placówek, których nie powinno się oceniać na podstawie wyglądu zewnętrznego. Budynek przypomina szkołę podstawową i, gdyby nie umieszczone tuż pod dachem logo, trudno byłoby domyślić się, że działa tu sklep. I to bardzo dobry. Po wejściu do środka moją uwagę zwróciła, poruszająca się między regałami w dość szybkim tempie, grupa ekspedientek w niebieskich fartuchach, których – jak na średniej wielkości punkt (130 mkw.) – było wyjątkowo dużo. Początkowo myślałem, że przedstawiciele Paleo dowiedzieli się „swoimi kanałami” o planowanej wizycie tajemniczego gościa z „Wiadomości Handlowych” i skierowali do pracy jednocześnie dwie zmiany. Dopiero późniejsza rozmowa z dyrektorem handlowym przekonała mnie, że moje pojawienie się było dla nich kompletnym zaskoczeniem. Co do liczby ekspedientek, usłyszałem następujące wytłumaczenie: – Pracowników jest na hali sprzedaży dokładnie tyle, ile trzeba. Ani za dużo, ani za mało. Ponieważ jednak inne sklepy oszczędzają często na personelu i zamiast dwóch albo trzech, obsadzają jedną ekspedientkę, dlatego można odnieść wrażenie, że u nas jest nadmiar ludzi. Zresztą kwestie dotyczące liczby pracowników w sklepie dokładnie regulują przepisy. Jeśli ktoś chce je omijać, to jego sprawa, my nie chcemy – mówi Leszek Popiołek, dyrektor handlowy Paleo.


Leszek Popiołek, dyrektor handlowy Paleo.

Schludnie i czysto

Wnętrze Paleo jest czyste i zadbane, towar rozmieszczony tematycznie: najpierw klient przechodzi obok kosmetyków i chemii, następne w kolejności są mąki i kasze, później kawa, herbata, słodycze oraz pieczywo. W najdalej odsuniętej od wejścia części sklepu znalazły się warzywa, owoce i woda. Obok nich zlokalizowano osobne stoisko z mięsem, które obsługują dwie ekspedientki – tak by nawet przy dużym ruchu klientów nie było przestojów. Towar na regałach ustawiony jest prawie pod linijkę. Dotyczy to wszystkich działów – zarówno tych, gdzie produkty rotują powoli, jak i tych, w których towar trzeba nieustannie uzupełniać. Dlatego ekspedientki stale mają coś do zrobienia: wykładają artykuły na półki, przynoszą z magazynu kartony z towarem, doradzają klientom albo pomagają np. przy pakowaniu owoców i warzyw. Pracownic Paleo wcale nie trzeba o to prosić, same oferują swoją pomoc (niby normalne, ale wciąż tak rzadkie…).
W ofercie sklepu jest 8000 artykułów,
brakuje jednak trochę miejsca. W jednej z alejek odległość pomiędzy czołem regału a ladą stoiska jest tak mała, że prawie nie mieszczą się tam dwie osoby stojące obok siebie. W tym punkcie sklepu klienci niemal ocierają się o siebie. Kieszonkowców, którzy chcieliby ten fakt wykorzystać, od razu jednak uprzedzamy, że sklep jest doskonale monitorowany przez 9 nowoczesnych kamer, które stale ma na oku pracownik zaplecza. Kamery nie rzucają się w oczy – mnie udało się zauważyć tylko jedną.
W związku z brakiem miejsca, towar w niektórych punktach sklepu ustawiany jest prawie pod sufit. To minus. Plusem jest natomiast to, że mała powierzchnia wymusza na personelu utrzymywanie idealnego porządku. W żadnym wypadku nie można sobie pozwolić na to, by na podłodze stały puste kartony, palety, przez które klienci musieliby przeskakiwać czy wózki do transportu towarów.

 

O delikatesowych aspiracjach sklepu świadczy nie tylko asortyment,
ale również liczba ekspedientek pracowicie krzątających się po sali spżedaży.

Podchody konkurencji

Pod względem czystości i porządku sklep w pełni zasługuje na miano delikatesów. Zauważyła to także konkurencja. W okolicy nie ma chyba ani jednej sieci handlowej, która nie chciałaby przejąć pięciu sklepów Paleo. Z ofertą był już Carrefour, Lidl i jeszcze kilkunastu innych potencjalnych kupców, którzy jednak na razie zostali odprawieni z kwitkiem. – Nie przewiduje się żadnych projektów franczyzowych, bo założenie jest takie, by sieć Paleo rozwijała się samodzielnie – taką informację można przeczytać na stronie internetowej firmy. O tym, że samodzielny rozwój jest możliwy, świadczą choćby zdecydowane przyrosty obrotów, które co roku notuje sieć. Wprawdzie to można jeszcze wytłumaczyć wzrostem stopy życiowej Polaków, jednak przyrostu liczby paragonów w wysokości około 20 proc. rocznie nie da się wyjaśnić inaczej, jak tylko tym, że sklep zdobywa nowych klientów.
Paleo dba także o pracowników, z których spora część pracuje od początku istnienia firmy. Osoby zatrudnione w Paleo mogą korzystać z funduszu socjalnego, np. dofinansowując wczasy czy kolonie dla dzieci lub zaciągając pożyczkę mieszkaniową na preferencyjnych warunkach. Oprócz tego, fundusz świadczy tzw. zapomogi losowe i finansuje talony świąteczne. Nie mówiąc już o wspólnych wypadach na mecze siatkówki czy do kina. Taki „socjal” przynosi wymierne efekty. Sieć nigdy nie miała problemu z pracownikami. Nawet teraz, gdy w Polsce powoli rynek pracodawcy zmienia się w rynek pracownika.

Delikatesy Paleo
ul. Sienkiewicza, Wieliczka

Powierzchnia sprzedaży: 130 mkw.
Całkowity obrót netto w 2007 roku: 4 131 782 zł
Całkowity obrót netto w I poł. 2008 roku: 2 343 391 zł
Asortyment: 22 000 SKU
Przeciętna marża netto: 12 proc.
Średnia liczba klientów tygodniowo: 5800
Średnia wartość koszyka zakupów: 16 zł
Koszty personalne: 8 proc. całkowitego obrotu netto
Zatrudnienie (pełne etaty): 22 osoby
Data otwarcia: luty 2006

Tekst i zdjęcia
Hubert Wójcik

Wiadomości Handlowe Nr 10(78) Październik 2008

Tagi: